Centralizacja, czy decentralizacja? A może po prostu źle stawiamy pytanie? PDF Drukuj Email
Dawid Michnik

Hamlet w wielkim uniesieniu wypowiedział swoje sakramentalne "być albo nie być". Analogia między egzystencjalnymi rozterkami bohatera szekspirowskiego dramatu, a decyzjami szefów firm na całym świecie nie jest oczywista. Można jednak doszukać się w tych sytuacjach pewnych część wspólnych. Po pierwsze strategiczne decyzje o centralizacji lub decentralizacji często traktowane są przez korporacyjnych decydentów jako radykalne opowiedzenie się po jednej ze stron (hamletowskie: być albo nie być). Po drugie decyzją tym towarzyszą emocje. Emocje zbliżone do tych, które przeżywał duński książe trzymając w ręku czaszkę.

alt

Firma jak państwo

Dylemat "centralizacja, czy decentralizacja" ma wyjątkowo długą brodę. Problem ten był tematem rozważań i dyskusji całe wieki przed ukształtowaniem się współczesnych firm. Sprawa ta była bowiem dyskutowana w kontekście ustrojów państw. Pierwsza refleksja, jaka nasuwa się w związku z wielowiekową dyskusją na temat centralizacji i decentralizacji jest następująca: wciąż nie wiadomo, która droga jest lepsza.

Z pośród 193 państw członkowskich Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ), tylko 30 to różnego typu państwa złożone. Wśród nich unie, konfederacje i federacje, w których dużą autonomię zachowały władze lokalne. Taką formę państwową przyjęły zarówno organizmy terytorialnie rozległe, jak Federacja Rosyjska, Stany Zjednoczone Ameryki, Kanada, czy Indie, jak i państwa małe, takie jak Komory i Mikronezja. Na formy zcentralizowane, charakteryzujące się dużą władzą organów centralnych zdecydowały się zarówno wielkie Chiny, Mongolia i Pakistan, jak i państwa zajmujące mniejszy obszar: Francja, Hiszpania, czy Polska. Trudno wiec obronić tezę, że silna centralizacja lub decentralizacja sprawdzają się lepiej w państwach dużych lub odwrotnie.

Warto także zwrócić uwagę, że nie ma widocznego związku między formą państwa (bardziej zcentralizowanego lub zdecentralizowanego), a ustrojem. Wśród państw demokratycznych są zarówno federacje: Stany Zjednoczone, Niemcy, czy Indie, jak i państwa unitarne (zcentralizowane) - Polska, Francja i Szwecja. Podobnie w przypadku krajów o systemach dalekich od demokracji zdarzają się mocno zcentralizowane: Chiny, Pakistan, Arabia Saudyjska, jak i zdecentralizowane: Rosja, Wenezuela, Zjednoczone Emiraty Arabskie...

Z firmami jest podobnie. Mocno scentralizowane bywają zarówno wielkie, międzynarodowe giganty, jak i ledwie regionalne sieci kawiarenek. Dużą autonomię posiadają poszczególne podmioty wchodzące w skład wielkich grup kapitałowych, jak i szefowie budów zatrudnieni przez nieduże firmy deweloperskie.

Wady jednych, są zaletami drugich

W pracy "Centralizacja i decentralizacja zadań publicznych w świetle wybranych rozwiązań europejskich. Próba oceny" autorzy, prof. Stanisław Flejterski i dr Magdalena Zioło, podejmują się analizy zalet i wad centralizacji i decentralizacji. Wyniki ich pracy przedstawia poniższa tabela.

 wady i korzyści centralizacji i decentralizacji

"Z powyższego przeglądu wynika, że korzyści jednego podejścia są w istocie słabościami podejścia drugiego." - napisała w swojej pracy para naukowców. "Oznacza to jednocześnie, że w praktyce należy dążyć do racjonalnej kombinacji obu strategii (podejście "zarówno, jak i", zamiast "albo-albo"). Decyzje co do zakresu centralizacji i decentralizacji powinny wynikać z rzetelnej analizy kosztów i korzyści. Warto tu wspomnieć, że na realny wybór, wpływ ma niekiedy moda na poszczególne rozwiązania, stąd wspomina się o istnieniu cyklu centralizacyjno-decentralizacyjnego. Nieprzypadkowo wielu analityków podkreśla, że nie należy popadać w przesadę i decentralizować wszystkiego, w każdym przypadku ważne jest bowiem zachowanie równowagi i uwzględnianie stopnia przygotowania jednostek niższego szczebla do decentralizacji." - czytamy dalej.

Nie ma czystych form

Formy państw kształtowały się często przez całe wieki. Niemiecką federację utworzyły niepodległe landy, które przez stulecia funkcjonowały jako samodzielne księstwa, królestwa i biskupstwa. Granice amerykańskich zjednoczonych stanów wcześniej były granicami kolonialnych prowincji. Na silny francuski centralizm wpłynęły rządy absolutystycznych monarchów ("Państwo to ja" - zwykł mawiać francuski król Ludwik XIV). Podobnie w przypadku Chin o centralnej organizacji państwa zadecydowały wieki rządów cesarskich.

Centralizacja i decentralizacja nie występują jednak nigdzie w czystej formie. Żadna z funkcjonujących na naszej planecie federacji nie pozwala wchodzących w jej skład landom, kantonom, stanom, czy prowincjom kształtować swojej polityki zagranicznej, ani posiadać własnej armii. Zawsze część uprawnień pozostaje po stronie władz centralnych. Analogicznie nawet państwa o mocno scentralizowanej strukturze oddają część swoich uprawnień władzom lokalnym, które lepiej odpowiadają na potrzeby lokalnych społeczności. Przykładem może być tutaj nasze własne podwórko. Polska, mimo że pozostaje krajem unitarnym, posiada władze samorządowe wybierane w procesie głosowania przez mieszkańców regionów.

Równowaga i dojrzałość

"Debata nad centralizacją lub decentralizacją nie tyle dotyczy kwestii, która strategia jest bardziej efektywna, ile tego, w jakiej proporcji możliwe jest połączenie jednej z drugą." - piszą Flejterski i Zioło w swojej pracy. Wygląda jednak na to, że świadomość konieczności wypracowania pewnego kompromisu między dwoma drogami nie przybliża nas do uniwersalnej odpowiedzi na pytanie, jaka proporcja między centralizacją i decentralizacją jest najlepsza. Takiej odpowiedzi po prostu nie ma. Cała sztuka polega na poprawnym zdiagnozowaniu potrzeb konkretnej firmy w konkretnym czasie.

Zgodnie z metodologią Ichaka Adizesa, guru konsultantów zarządzania, każda organizacja posiada swój cykl życia, który obrazuje poniższy wykres.

 Cykl życia organizacja, zgodnie z metodologią Adizes

Młoda firma, cechująca się dużą dynamiką i elastycznością nie jest gotowa na przyjęcie wyśrubowanych standardów, dziesiątek procedur i setek mierników stosowanych w korporacji, która właśnie ją kupiła. Oczywiście takie zmiany można wprowadzić, ale tym samym pozbawimy "dojrzewającego i rzutkiego młodzieńca" jego przewagi konkurencyjnej, która opiera się na gibkości i elastyczności. Taka "frywolność" jest domeną młodości, ale bez niej firma nie ma szans na rozwinięcie się do większego organizmu. Narzucając jej reżim standardów, możemy doprowadzić ją do przedwczesnej śmierci. Nagłe rozluźnienie stosunków między centralą, a oddziałami lokalnymi także może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Dojrzała firma, o ugruntowanym systemie rutynowych procedur i automatycznych czynności, może stracić grunt pod nogami, jeśli ktoś nagle pozbawi ją oparcia w standardach.

***

Temat centralizacji i standaryzacji nie należy do prostych. Łatwo tutaj o pochopny radykalizm i nadmiar emocji. Raz "przekonanego" ciężko namówić do zmiany zdania. Temu zagadnieniu chcemy poświęcić kolejną debatę, której roboczy termin wyznaczyliśmy na 2 lutego 2012 roku (dużo dwójek, żeby łatwiej było zapamiętać). Nie będziemy przerzucać się tam "złotymi receptami" i "uniwersalnymi radami". Poszukamy jednak cennych wskazówek i posłuchamy osobistych doświadczeń.

Swoją obecnością zaszczyci nas cytowany wyżej profesor Stanisław Flejterski, kierownik Katedry Bankowości i Finansów Porównawczych na Uniwersytecie Szczecińskim. W otwierającym debatę wykładzie zwróci uwagę na fakt, że w dyskusji o centralizacji i decentralizacji nie warto wchodzić w rolę radykalnego Hamleta. Mamy nadzieję, że jego wystąpienie zainspiruje nas do dalszej dyskusji.

Granice Centralizacji i Standaryzacji, 2 lutego 2012 roku, Warszawa

 
, 1) == 0)?