Nim pawian alfa przegryzie ci grdykę PDF Drukuj Email
Robert Jesionek

Od pewnego czasu z mojego biurka nie znikają dwie książki o życiu we współczesnych firmach. Jedna, w swym opisie korporacyjnej rzeczywistości, odwołuje się do praw rządzących światem dzikich zwierząt. Druga porównuje je do realiów życia w katolickiem zgromadzeniu zakonnym. Nie przesadzę, jeśli powiem, że gdybym obie te pozycje przeczytał 15 lat temu, to wiele rzeczy w swoim życiu zrobiłbym lepiej...

jungle1

Na początek motto, którym posłużył się Richard Conniff, autor pierwszej wspomnianej książki pt. "Korporacyjne zwierzę": "Zwierzęta w naturze prowadzą żywot nacechowany poczuciem przymusu i konieczności. Egzystują w świecie, w którym istnieje nienaruszalna społeczna hierarchia. W środowisku, w którym lęku jest w nadmiarze, a pożywienia nigdy dosyć. W którym trzeba nieustannie bronić swego terytorium przed intruzami i gdzie nigdy nie można się pozbyć pasożytów." (Yann Martel, Życie Pi).

Korporacja jak dżungla?

Ileż odniesień do współczesnej korporacji można znaleźć w tym fragmencie! Ileż pawianów alfa (samców i samic) natychmiast wraca przed oczy pamięci! Wspomnienia z zebrań, polityczne zagrywki, manipulacje, walki o zlecenie, o stołek, czy w końcu o przeżycie! I jeszcze to najgorsze: strach. Strach przede wszystkim przed tym, co nie do końca daje się okiełznać. Przed tym, że nawet gdy samiec alfa ma dobry dzień i drzemie poddając się przyjemnemu iskaniu, w każdej chwili zza rogu wyskoczyć może głodny tygrys, wilk albo niedźwiedź zraniony w walce w sąsiednim lesie.

Oczywiście przerysowuję. Niestety z lektury prasy, opowieści znajomych, a także z własnego doświadczenia wiem, że wielu menedżerów współczesnych korporacji podobne mechanizmy bierze sobie zbyt poważnie do serca. Mówią oni: "Może to i brutalna prawda, ale prawda. Życie jest jak dżungla- tyle zarobię, ile przeciwnikowi wyrwę z gardła. Muszę być skuteczny, bo to ze skuteczności rozliczy mnie giełda." Społeczna odpowiedzialność przedsiębiorcy? Już Milton Friedman mówił, że polega ona na zwiększaniu zysków.

jungle2

Tacy menedżerowie lubią powoływać się na wypowiedzi, czy też opisy rzeczywistości korporacyjnej podobne do tych, które cytuję za Conniff'em:

"Jaki mógłby być najlepszy wzorzec stosunków w pracy dla nowego wiceprezesa do spraw zasobów ludzkich? Oto jedna z propozycji: żyjąca na dnie morza ryba z rodziny śluzicowatych, która wdziera się do wnętrza ofiary przez dowolny dostępny otwór, a następnie wyjada ją od środka, aż nie pozostanie nic prócz skóry." (Lepiej nie rozpowiadać, pomysł może chwycić.)

Badania de Waala potwierdzają, że w wyniku ewolucji używamy agresji jako "normalnego instrumentu rywalizacji i negocjacji". Co ważniejsze, wynika z nich, że kontrolowana agresja nie wyklucza zgody i współpracy. Jego zdaniem nie jest ważne to, że szympansy walczą, ale "postrzegana przez nie wartość relacji i sposób rozwiązywania konfliktu", czyli to, jak wyglądają ich stosunki przed i po starciu.

Może jest w nas coś jeszcze...

Conniff w swojej książce nie ogranicza się do opisów zwierzęcej bezwzględności, by zwrócić uwagę na korporacyjne patologie. Dostrzega też pozytywne cechy naszych "zwierzęcych braci". Mówi np., że nawet szympansy poświęcają na agresywne zachowania tylko pięć procent swojego czasu, natomiast aż jedną piątą pochłania im iskanie najbliższych, znajomych, a nawet osobników podporządkowanych. Często zaś po walce z innym członkiem stada robią co się da, by doprowadzić do zgody.

Fascynowała mnie ta książka odkąd tylko w 2006 roku przeczytałem ją po raz pierwszy. Pracowałem wtedy w korporacji i, dla łagodzenia wewnętrznego konfliktu idei z zastaną rzeczywistością, czytałem po fragmencie "Korporacyjnego zwierzęcia" i własne lęki leczyłem śmiechem. Z czasem jednak czegoś mi zaczęło brakować w opisie korporacji jako dżungli. Nawet, jeśli powracający wciąż w książce obraz gołego tyłka pawiana alfa (oczywiście mojego ówczesnego prezesa) budził śmiech, to coraz bardziej męczyło mnie postrzeganie świata, jako nieustannej walki. Miałem przekonanie podparte osobistym doświadczeniem, że zwierzę w sobie można nie tylko przezwyciężać, ale że warto ucywilizować je z pomocą kompletnie innych inspiracji, niż siła pawiana.

Od tamtego momentu minęło sporo czasu, a ja zrezygnowałem z pracy w korporacji. Przeczytałem parę innych książek o zarządzaniu oraz o tzw. "życiu". Prawdziwe objawienie przyszło jednak niedawno, wraz z pojawieniem się na rynku "Heroicznego przywództwa". Książki napisanej przez Chrisa Lowney'a, byłego jezuitę, późniejszego wieloletniego dyrektora zarządzającego oraz członka zarządu J.P. Morgan & Co.

Korporacja jak zakon?

Lowney, mimo że wieloletni zakonnik, ani przez chwilę nie ewangelizuje czytelnika. Na przykładzie własnego jezuickiego i menedżerskiego doświadczenia dokładnie rozpisuje to, co zapowiada w podtytule książki: "Tajemnice sukcesu firmy istniejącej ponad 450 lat". Ta firma to właśnie organizacja zakonna, która u swego zarania, podobnie jak dzisiejsze korporacje, funkcjonowała w kryzysie finansowym i moralnym, w świecie poważnie nadwątlonym przez korupcję, skandale seksualne, oraz paraliżujący brak przywództwa.

Historia tego zakonu pokazuje, że mając naprawdę znikome siły można realizować ogromne cele. Że drogą do nich jest skuteczne przywództwo i idea zarządzania, która do dziś wzbudza podziw. Że w zarządzaniu ludźmi, od zasad dżungli skuteczniejsze są zasady oparte na szacunku i przyjaznej motywacji. Lowney wyjaśnia, że światowy sukces jezuitów, a zarazem trwałość tego sukcesu, opierają się na czterech filarach:

  • samoświadomości
  • pomysłowości
  • miłości
  • heroizmie

Elementy te, to w swej biznesowej istocie:

  • Zrozumienie własnych mocnych i słabych stron, wartości oraz światopoglądu.
  • Śmiałe wprowadzanie innowacji oraz adaptowanie się w celu ogarnięcia zmieniającego się świata.
  • Przyciąganie innych pozytywnym i pełnym miłości nastawieniem.
  • Dodawanie sobie i innym energii do działania przez rozbudzanie heroicznych ambicji.

Ta filozofia zarządzania jest antidotum na, tak dziś rozpowszechnione, militarystyczne teorie przywództwa, które zakładając osiąganie celów z wykorzystaniem siły, nakazów i autorytaryzmu, nie są w stanie wykształcić wewnętrznie wolnych zespołów, angażujących się w długotrwałą pracę dla korporacji. Zasady inspirowane "korporacją jezuitów" akcentują pracę nad sobą, wolność wyboru i szacunek dla partnerów biznesowych. Kładą nacisk na kreatywność i przekonywanie. Zakładają, że każdy z nas jest liderem, nawet jeżeli zarządza wyłącznie sobą. "Każde przywództwo zaczyna się od autoprzywództwa" - mówi Lowney i dodaje, że prawdziwym przywódcą jest ten, kto wprowadza innowacje, podejmuje ryzyko i dokonuje zasadniczych zmian.

jungle3

Lider to ktoś, kto wyznacza kierunek, tworzy wizję przyszłości, często bardzo odległej. Jednoczy ludzi, komunikuje nie tylko słowami, ale i czynami. Buduje sojusze i koalicje. Motywuje i inspiruje. Pobudza do przezwyciężania przeszkód na drodze do zmian i wreszcie - dokonuje tych zmian. Zmian często radykalnych.

A wszystko to w z użyciem takich słów, jak szacunek, wolność, a nawet miłość... Przykład banku J.P. Morgan pokazuje, że inspirując się najlepszymi praktykami jezuitów wcale nie trzeba stać się sektą. Przeciwnie, można odnieść sukces i darować sobie przynajmniej część zbędnych stresów, z którymi z całą pewnością spotkamy się w firmie, rozumiejącej rynek przede wszystkim, jako świat walki o przetrwanie.

CIO pracujący w korporacji niestety rzadko ma możliwość, by od wewnątrz i trwale zmieniać jej kulturę organizacyjną. Ale roztropnie przyglądając się tamtejszym zwyczajom (jeszcze przed zatrudnieniem się w niej) ma spory obszar wolności, by zadecydować - czy najbliższe lata spędzić z... pawianami, czy z... misjonarzami miłości.

 
, 1) == 0)?